Rozpoczęcie sezonu 2014

Pierwsze zawody w sezonie 2014 za nami. Tym razem miejscem zmagań było ciekawe łowisko Castle Loch. Jak na Szkockie wody, to można je zakwilifikować do tych nielicznych, które i wyglądem i rybostanem przypominają nam nasze rodzime wody.

Duża populacja lina, karpia, leszcza, okonia i szczupaka sprawia, że łowisko jest bardzo atrakcyjne. Brzegi dookoła porośniete trzciną, co tutaj jest rzadko spotykane. My na pierwsze zawody w tym roku wybraliśmy metodę deadbaitową, czyli popularnego trupa. 

Na miejsce zajechaliśmy około 8.30. Zawody miały się rozpocząć o godzinie dziewiątej, ale wyniknęło małe zamieszanie z miejscówkami, bo wysoki poziom wody ograniczył dostępność łowiska. Niemniej jednak udało się temat ogarnąć i ze sporym opóźnieniem zawody zacząć. W zawodach wystartowało 16 uczestników. Onell, Zander, Kriss i Stan nie brali udziału. Pomagali mi w organizacji i spinningowali w wolnych chwilach.

Pogoda wymarzona, jak na zamówienie. Patrząc na to, co się działo przez ostatnie 2 miesiące z aurą (deszcze, wiatry, powodzie i podtopienia), to mieliśmy szczęście. Słońce praktycznie przez cały dzień, wiatr był ale nie duży, a na brzegu gdzie chłopaki z pomostów łowili wręcz plaża. Woda jak tafla szkła.


Esox i Paweł w dobrych humorach.

Chłopaki rozłozyli się ze sprzętem i na pomostach i na brzegu. Prócz sprzętu wędkarskiego nie zabrakło także innych przydatnych rzeczy. Saku zawsze wozi ze sobą całą kuchnię i zawsze można wpaść do kumpla na kawę:)


Saku zawsze gotowy na przyjęcie gości.

Pierwsze branie na trupa miał Rafał, niestety puste zacięcie. Po nim Esox i Witek. To samo. Tymczasem zarówno Onell jak i Zander machając spinningami mieli już po jednym szczupłym na brzegu. Rybki wróciły do wody po szybkich zdjęciach.


Onell

 


Zander holuje szczupłego na slidera własnej roboty.

 


Powrót do domu

 

Łowisko mieliśmy praktycznie całe dla siebie, choć miejsca dużo nie było, dzięki uprzejmości opiekuna wody Martina Mitchella. Przyjechał do nas i też miał oko na to, co się dzieje nad wodą. Dużo z nim rozmawialiśmy, w rezultacie był zadowolony i zaprasza nas ponownie. Dowiedzieliśmy się też kilka ciekawych rzeczy, między innymi to, że lokalni wędkarze niechętnie rozkładają się ze sprzętem w okolicach ruin zamku, bo podobno tam straszy :)


Nawiedzone ruiny

Dzień powoli zbliżał się do końca, a ryby kwalifikującej się do zawodów nie było. Po godzinie 14 (zawody trwały do 15.00) zająłem się przygotowaniem grilla i cieplego posiłku dla uczestników.

Zawody bez grilla, to nie zawody.

Dziękuję tu za pomoc Stanowi, Onellowi, Godzikowi i Wilkowi. Gdy kiełbaski na grillu były prawie gotowe, a chłopaki już się powoli zwijali i przychodzili na miejsce zakończenia zawodów, szczęście uśmiechnęło się do Janka. Tuż przed końcem zaciął branie, i po długim holu wylądował piękną rybę. Nikt na jego stanowisku nie miał miarki i miał chłopak szczęście, że jako jedyny złowił rybę, bo inaczej trudno by było ją zakwalifikować, chyba że wizualnie...Szczupak miał koło metra, a może i ponad. Tak czy inaczej była to ryba na miarę zwycięstwa i Janek te zawody wygrał w wielkim stylu. Jeszcze raz wielkie gratulacje.


 

Dzień pod względem metody trupowej okazał się słaby. Inaczej było z chłopakami, którzy spinningowali. W sumie Zander, Onell i Kriss złowili ponad dziesięć szczupaków. Jednym słowem łowisko dobre, ale metoda źle dobrana. Nauczka na przyszłość. Mimo to, mam nadzieję że wszyscy dobrze się bawili i spotkamy się już niedługo na następnych zawodach.

 


 

Modlitwa Krissa. Dzięki ci Panie za te pajki!


Cezar, Zander i Daniello.

Wielkie podziękowania dla żony Szarego Wilka za domowe wypieki. Upiekła chleby specjalnie dla nas i wszystkim smakowały wybornie!


Domowe wypieki żony Wilka.

Dziękuję wszystkim za przybycie, za pomoc i do zobaczenia nad wodą!

I cała nasza ekipa...