..Morskie szczupaki ze Szwecji.. - cz.1

Pierwszy raz o szkierowych szczupakach dowiedziałem się około 15 lat temu. Pamiętam, że artykuł dotyczył rejonu Västervik a informacje o szczupakach upasionych na śledziach rozpaliły moją wyobraźnię.

 Od tamtej pory wciąż pragnąłem wyprawy, na której będę mógł złowić i śledzia i szczupaka..


Gdy rok temu na Facebooku ukazała się informacja, że Eventur Fishing wraz z Crazy Fisherman organizuje grupowy wypad na szkiery, pomyślałem, że będzie okazja spełnić swoje młodzieńcze marzenie! Zadzwoniłem.. zarezerwowałem dwa miejsca - dla siebie i dla mojego przyjaciela Tomka.

Minął rok i oto jestem 06.05.2017 w Gdyni na przeprawie promowej a przede mną we własnej osobie stoi Maciej Rogowiecki – współzałożyciel biura turystycznego Eventur Fishing a poza tym wędkarz, który wędkował na wszystkich kontynentach oprócz Antarktydy, z kilometrami zwiniętej plecionki większymi niż przebieg mojego passata.. oraz Kamil Walicki - aka ŁysyWąż.. wędkarz.. współzałożyciel teamu Crazy Fisherman, ale przede wszystkim autor tak wielu artykułów, że liczba napisanych przez niego słów jest większa od liczby moich włosów na głowie ;) 
W skrócie - mam przez tydzień do dyspozycji dwie chodzące encyklopedie wędkarskie, oraz zacne grono osób mniej bądź bardziej doświadczonych wędkarsko.. w każdym razie jest nas łącznie 15 osób! 
Niestety tuż przed wyjazdem wszyscy otrzymujemy maila z informacją, że wiosna w Szwecji jest opóźniona o około miesiąc a co za tym idzie, szczupak jest jeszcze w tarle.. co to dla Nas oznacza?! – chyba nie muszę tłumaczyć...
Na promie integracja przebiegała swobodnie.. kto potrzebował snu - ten spał.. a kto był wyspany i nie miał obowiązku prowadzić samochodu, mógł spokojnie wesprzeć budżet promowego baru.. I jak to w gronie wędkarzy - opowieści o rybach, przynętach i miejscach, gdzie nasze marzenia się spełniają - zdawały się nie mieć końca.. 
Wieczorem docieramy na miejsce (około 30min drogi od Karlskrony - wyspa Senoren), gdzie czeka na Nas właściciel ośrodka – przesympatyczny facet i oczywiście doświadczony wędkarz. Przekazuje Nam cenne informacje na temat łowiska – w porę orientuję się i zaczynam nagrywać wszystko co mówi i pokazuje na mapie nasz gajd 
;) wieczorem mam dobry materiał do analizy


Po przywitaniu - szybkie uzbrojenie domku, wędzisk, segregacja sprzętu i kolejna część integracji - gdybym jeszcze pamiętał o czym wtedy rozmawialiśmy 
;) a tak.. budzę się wcześnie rano.. do zbiórki jeszcze trochę czasu, więc biorę kija i idę porzucać na pomost.. razem ze mną drugi wariacik -Tomek- notujemy jedno odprowadzenie ryby koło 60cm i jeden strzał z opadu, ale woda wciąż jeszcze nie odczarowana. 
O godzinie 8 przyjechał właściciel.. podzieliliśmy łódki między sobą, każdy zapoznał się ze sprzętem. Mamy mapy, GPS-a. A więc ruszamy 
:) w końcu marzenie się spełnia!
Plan miałem prosty – każdego dnia atakujemy nowy fragment wody (oczywiście jeżeli warunki na to pozwolą!) i stosuję przynęty między 15 a 40cm.. nie myślałem o liczbie.. miałem zamiar połowić jakościowo 
;) 
Pierwszego dnia udajemy się (jak się później okazało najdalej ze wszystkich miejscówek) na HotSpot 
;) – miejsce nazwane tak przez naszego gajda! Ale jak zaznaczył tylko dla dużych łódek – a tak się złożyło, że mamy sporą łódkę z 40km silnikiem ;) .. miejscówka jest na otwartej wodzie.. tuż za wyspami - zatoczka.. wystające głazy.. i po horyzont już tylko bezkres morza..